Szukasz szkolenia sprzedażowego lub biznesowego w Warszawie? Szkolenia edukacyjne!

Wyimaginowana obawa przed niewiernością partnera

Zobrazujemy to na przykładzie. Długo robił dobrą minę do złej gry. Ona nie była w stanie znieść jego kontaktów z innymi kobietami. Wiedząc jak bardzo ona cierpi, ograniczał się na przyjęciach do zdawkowych uwag i czym prędzej wracał do niej. Jednak jej (zupełnie nieuzasadnione) obawy nie znikały, a wręcz przeciwnie przybierały na sile. W końcu doszło do tego, że w czasie spotkań towarzyskich ani na chwilę jej nie odstępował. Następnym krokiem było odrzucanie zaproszeń. Kontakty towarzyskie zostały zredukowane do zera.

Najdziwniejsze, że to wcale nie uspokoiło kobiety. Wręcz przeciwnie. Im bardziej unikała świata zewnętrznego, tym bardziej on ją przerażał. Gdy tylko wróciła z pracy do domu, zaczynała na niego czekać. Nie przygotowywała posiłku, nie telefonowała, nie grała na pianinie, co kiedyś było jej ulubionym zajęciem, lecz siadała na krześle i czekała. Z każdego półgodzinnego spóźnienia wywiązywała się tragedia rodzinna. Kochał ją, ale nie wiedział, jak znaleźć wyjście z tej sytuacji. Nie potrafił pomóc żonie, ale wiedział jak pomóc sobie. Zwierzył się koleżance i… wylądował z nią w łóżku. Gdy żona dowiedziała się o tym, powiedziała: „Wiedziałam, że tak się stanie. Cały czas o tym wiedziałam”. To czego się tak obawiała, stało się faktem.

Wiele obiecujących związków kończy się w ten sposób, gdy aktywną miłość zastępuje wyimaginowana obawa przed niewiernością partnera. Nie można poddawać się tej obawie i tkwić w biernym oczekiwaniu, że najgorsze przeczucia się spełnią. Powinno się zmniejszać ryzyko utraty partnera. Nie ma sensu tracić energii na bezsensowne węszenie, wypytywanie i wyrzuty. Niczego się przez to nie osiągnie oprócz stworzenia takiej atmosfery, która rzeczywiście może popchnąć partnera w inne ramiona.

Wróćmy jeszcze do Nathaniela Brandena, który w swej książce „Miłość na całe życie” pisze tak: Im pewniej się czujemy i im stabilniejszy jest szacunek dla nas samych i poczucie, że jesteśmy kochani i pożądani, tym łatwiej możemy znieść chwilowe zainteresowanie się partnera kimś innym. Nie musi to nas specjalnie cieszyć, ale też nie musimy z tego od razu robić tragedii. Jeśli natomiast czujemy się niepewnie i nie możemy uwierzyć, że inny człowiek może nas naprawdę kochać, wątpimy w miłość partnera i jego pożądanie, to każda seksualna reakcja partnera wobec tej trzeciej !tego trzeciego wywoła w nas panikę i żyć będziemy w oczekiwaniu nieuchronnego nieszczęścia.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.